» Linki
OCHOTNICZA STRAŻ POŻARNA
Aktem, który umownie rozpoczął
dzieje OSP w Krzęcinie, była uroczystość poświęcenia sztandaru
Towarzystwa Ochotniczej Straży Ogniowej. Miało to miejsce 8 września
1906 roku. Niezwykle cennym źródłem historycznym w tym względzie
jest Kronika Towarzystwa Ochotniczej Straży Ogniowej w Krzęcinie.
Wyziera z jej protokolarnych zapisów przeszłość. Przed oczyma
wyobraźni staje barwny korowód ludzi uczestniczących w minionych
zdarzeniach.
Inicjatywa założenia Towarzystwa Ochotniczej Straży Ogniowej należała do tutejszych księży. Pierwszym, który dokonał historycznego już wpisu do Kroniki był ksiądz Jan Kostyro, pełniący prócz obowiązków sekretarza, także funkcję skarbnika pustej wówczas kasy Towarzystwa. Prezesem został ksiądz dziekan Edward Ślaski, naczelnikiem Ludwik Biegajski, jego zastępcą Michał Lelek, a funkcję wydziałowego przydzielono Jakubowi Kochana (ówczesnemu naczelnikowi gminy), takąż funkcję powierzono również Franciszkowi Lelkowi, który był zastępcą wójta. Czynnymi członkami pierwszej, a więc tej najstarszej straży ogniowej zostali: Ludwik Biegajski, Michał Lelek, Wawrzyniec Zięborak, Józef Lelek, Wincenty Lelek, Edward Kochana, Józef Kęs, Paweł Zięcik, Tomasz Lelek, Błażej Lelek, Wojciech Świerkosz, Wojciech Pierzchała i Paweł Jachimczyk.
Trzeba podkreślić, że przynależność do straży ogniowej w tamtych czasach była swego rodzaju społecznym wyróżnieniem, noszenie munduru było zaszczytem i każdy strażak poczytywał sobie za honor godnie pełnić swą rolę. Nawet daleka emigracja do Ameryki niczego tu nie zmieniała. Przykładem tego jest prośba jednego z członków złożona w roku 1907, by nie wykluczać go ze straży. Na czas jego nieobecności wybrano zastępcę, który miał tytuł zastępcy strażaka. Bo bywało i tak, że na tego, kto nie przestrzegał subordynacji wobec przełożonych, po prostu nakładano karę. Kronika odnotowuje dwa takie przypadki, jeden dotyczy chorążego, drugi członka orkiestry. W pierwszym przypadku chorążemu odebrano zaszczyt noszenia sztandaru, a w drugim przypadku muzykowi zabrano instrument.
Rangę Towarzystwa Ochotniczej Straży Ogniowej podnosili rzecz jasna członkowie honorowi. Byli pośród nich: Lucyna Haller (właścicielka Polanki), po jej śmierci, w roku 1926, Stanisław Haller, a dalej – Maria Günther (właścicielka Krzęcina), hrabia Romer z Ochodzy, Stefan Schmidt (właściciel Borku Szlacheckiego).
Pierwsze pieniądze, które wpłynęły na konto powstałego Towarzystwa Ochotniczej Straży Ogniowej pochodziły z festynu zorganizowanego po uroczystości poświęcenia sztandaru. Ponieważ zaczynano prawie od zera, zakup czegokolwiek stanowił poważny problem. Kronika odnotowuje skrupulatnie przychody i rozchody. Niekiedy nawet drobne zakupy były zaznaczane na przykład dwadzieścia metrów węża gumowego, cztery metry węża ssącego, rękawiczki do munduru galowego czy „gwoździe” do pamiątkowej tarczy, którą wykonał Jan Banasik z Facimiecha na okoliczność 20-lecia straży. Warto jeszcze dodać i taką ciekawostkę, że koszty ośmiodniowego kursu oficerskiego, na który do Skawiny wyjechało dwóch strażaków, spowodowały ogołocenie kasy. Zdarzyło się też i tak, że konto Towarzystwa Ochotniczej Straży Ogniowej powiększyło się o niebagatelną wówczas kwotę 55 dolarów. Pieniądze te zebrał wśród polskich emigrantów w Detroit, jeden z chwilowo przebywających tam członków i przesłał do Krzęcina w roku 1931. Wypada dodać, że zakup instrumentów muzycznych, które kosztowały aż tysiąc złotych, był bardzo poważną inwestycją i dopiero kolejne loterie fantowe i zbiórki pieniężne jako tako uzupełniły nadwątlony fundusz kasy.
Najpierw straż jeździła do ognia z ręczną sikawką. Pierwsza akcja strażacka miała miejsce 9 października 1906 roku. Tego dnia gaszono pożary w Polance i Pobiedrze. Na zamianę sikawki ręcznej na motorową zdecydowano się dopiero w 1931 roku chociaż nie bez obaw, bowiem spodziewano się, że motor sikawki prędko przestanie działać i narobi to tylko kłopotu.
W Kronice odbija się także ta wielka historia. I wojna światowa przetoczyła się również przez Krzęcin. Wielu żołnierzy, w cywilu pełniących rolę strażaka, nie wróciło z wojny. Uległ dewastacji sprzęt, poniszczone zostały mundury, a dewaluacja sprawiła, że stopniały wszystkie fundusze.
Walne zebranie, które odbyło się w 1925 roku zdecydowało o reaktywowaniu straży. Dokonano wówczas istotnych zmian personalnych. Na miejsce starszych, zasłużonych członków powołano młodszych, w pełni sił i w dobrej kondycji, wybrano także nowy zarząd.
Odbijają się w Kronice również wydarzenia polityczne, sprawy dotyczące rocznic i świąt narodowych. Na uwagę zasługuje jednak przede wszystkim uchwała podjęta 25 listopada 1934 roku w sprawie budowy nowej remizy. Subwencje na ten cel miały pochodzić w głównej mierze z kasy Wojewódzkiego Związku Straży Pożarnych.
Pierwsze rocznicowe obchody miały miejsce w roku 1926, następne dziesięć lat później. W obszernym sprawozdaniu z jubileuszu w roku 1936 przedstawiono osiągnięcia i zasługi strażaków. Wynikała stąd taka oto zasadnicza kwestia: straż ogniowa zawsze była stowarzyszeniem wyższej użyteczności publicznej i zawsze przenikał ją duch prawdziwej religijności. Między innymi przyczyniła się do powstania Czytelni Towarzystwa Szkół Ludowych, zbudowała dwa zbiorniki wodne (w tym jeden został zarybiony), brała udział we wszystkich uroczystościach parafialnych, a także obchodach patriotycznych m.in. 11 Listopada, 3 Maja, przekazała datek na rzecz sypania kopca marszałka Piłsudskiego. W życiu społecznym odgrywała więc bardzo pozytywną i ważną rolę.
Z tego szczegółowego sprawozdania warto jeszcze wyjąć informację o stanie posiadania straży na trzy lata przed wybuchem następnej wojny światowej. Majątek przedstawiał się następująco: nowa, murowana remiza, dwie sikawki ręczne, cztery sikawki kołowe, drabina Szczerbowskiego, trzynaście instrumentów muzycznych, jedna sikawka motorowa, siedemdziesiąt metrów węża, trzy bosaki oraz pełne umundurowanie.
Piękną odezwą do druhów strażaków kończy sprawozdawca swój tekst: „Druhowie! Służba Wasza wynika z zasadnego przykazania miłości Boga i bliźniego. Bądźcie zawsze wzorem obywatela-katolika, stosujcie w codziennym życiu wszystkie Boskie i kościelne przykazania”.
Ostatnim zapisem w Kronice jest protokół z 26 grudnia 1938 roku. Przedmiotem spotkania była debata na temat zakupu motopompy. Wśród różnych głosów padła propozycja, by pożyczyć pewną kwotę z Kasy Stefczyka. Czy ktoś z obecnych przewidywał dalszy, tak tragiczny i poplątany bieg wydarzeń? Najpierw wybuch II wojny światowej i straszna, okupacyjna noc, potem zmiany ustrojowe, indoktrynacja, sowietyzacja. Tamta, przedwojenna Polska przestała istnieć, rola Kościoła w kierowaniu życiem publicznym została poważnie zredukowana przez ówczesną władzę. W miejsce dawnych ustanowiono nowe święta narodowe na przykład 22 lipca. Trzeba jednak w tym miejscu pokreślić rzecz godną szczególnej uwagi, otóż nowa kronika, jaką jest Księga Honorowa Ochotniczej Straży Pożarnej w Krzęcinie, nie odnotowuje żadnych politycznych ekscesów. Życie toczy się zgodnie z kulturą i tradycją kultywowaną w rodzinnych domach. OSP uczestniczy w świętach kościelnych, w uroczystościach parafialnych, trzyma wartę przy Grobie Chrystusa, święci się nowy sprzęt strażacki... – bo jakże by mogło być inaczej?
Inicjatywa założenia Towarzystwa Ochotniczej Straży Ogniowej należała do tutejszych księży. Pierwszym, który dokonał historycznego już wpisu do Kroniki był ksiądz Jan Kostyro, pełniący prócz obowiązków sekretarza, także funkcję skarbnika pustej wówczas kasy Towarzystwa. Prezesem został ksiądz dziekan Edward Ślaski, naczelnikiem Ludwik Biegajski, jego zastępcą Michał Lelek, a funkcję wydziałowego przydzielono Jakubowi Kochana (ówczesnemu naczelnikowi gminy), takąż funkcję powierzono również Franciszkowi Lelkowi, który był zastępcą wójta. Czynnymi członkami pierwszej, a więc tej najstarszej straży ogniowej zostali: Ludwik Biegajski, Michał Lelek, Wawrzyniec Zięborak, Józef Lelek, Wincenty Lelek, Edward Kochana, Józef Kęs, Paweł Zięcik, Tomasz Lelek, Błażej Lelek, Wojciech Świerkosz, Wojciech Pierzchała i Paweł Jachimczyk.
Trzeba podkreślić, że przynależność do straży ogniowej w tamtych czasach była swego rodzaju społecznym wyróżnieniem, noszenie munduru było zaszczytem i każdy strażak poczytywał sobie za honor godnie pełnić swą rolę. Nawet daleka emigracja do Ameryki niczego tu nie zmieniała. Przykładem tego jest prośba jednego z członków złożona w roku 1907, by nie wykluczać go ze straży. Na czas jego nieobecności wybrano zastępcę, który miał tytuł zastępcy strażaka. Bo bywało i tak, że na tego, kto nie przestrzegał subordynacji wobec przełożonych, po prostu nakładano karę. Kronika odnotowuje dwa takie przypadki, jeden dotyczy chorążego, drugi członka orkiestry. W pierwszym przypadku chorążemu odebrano zaszczyt noszenia sztandaru, a w drugim przypadku muzykowi zabrano instrument.
Rangę Towarzystwa Ochotniczej Straży Ogniowej podnosili rzecz jasna członkowie honorowi. Byli pośród nich: Lucyna Haller (właścicielka Polanki), po jej śmierci, w roku 1926, Stanisław Haller, a dalej – Maria Günther (właścicielka Krzęcina), hrabia Romer z Ochodzy, Stefan Schmidt (właściciel Borku Szlacheckiego).
Pierwsze pieniądze, które wpłynęły na konto powstałego Towarzystwa Ochotniczej Straży Ogniowej pochodziły z festynu zorganizowanego po uroczystości poświęcenia sztandaru. Ponieważ zaczynano prawie od zera, zakup czegokolwiek stanowił poważny problem. Kronika odnotowuje skrupulatnie przychody i rozchody. Niekiedy nawet drobne zakupy były zaznaczane na przykład dwadzieścia metrów węża gumowego, cztery metry węża ssącego, rękawiczki do munduru galowego czy „gwoździe” do pamiątkowej tarczy, którą wykonał Jan Banasik z Facimiecha na okoliczność 20-lecia straży. Warto jeszcze dodać i taką ciekawostkę, że koszty ośmiodniowego kursu oficerskiego, na który do Skawiny wyjechało dwóch strażaków, spowodowały ogołocenie kasy. Zdarzyło się też i tak, że konto Towarzystwa Ochotniczej Straży Ogniowej powiększyło się o niebagatelną wówczas kwotę 55 dolarów. Pieniądze te zebrał wśród polskich emigrantów w Detroit, jeden z chwilowo przebywających tam członków i przesłał do Krzęcina w roku 1931. Wypada dodać, że zakup instrumentów muzycznych, które kosztowały aż tysiąc złotych, był bardzo poważną inwestycją i dopiero kolejne loterie fantowe i zbiórki pieniężne jako tako uzupełniły nadwątlony fundusz kasy.
Najpierw straż jeździła do ognia z ręczną sikawką. Pierwsza akcja strażacka miała miejsce 9 października 1906 roku. Tego dnia gaszono pożary w Polance i Pobiedrze. Na zamianę sikawki ręcznej na motorową zdecydowano się dopiero w 1931 roku chociaż nie bez obaw, bowiem spodziewano się, że motor sikawki prędko przestanie działać i narobi to tylko kłopotu.
W Kronice odbija się także ta wielka historia. I wojna światowa przetoczyła się również przez Krzęcin. Wielu żołnierzy, w cywilu pełniących rolę strażaka, nie wróciło z wojny. Uległ dewastacji sprzęt, poniszczone zostały mundury, a dewaluacja sprawiła, że stopniały wszystkie fundusze.
Walne zebranie, które odbyło się w 1925 roku zdecydowało o reaktywowaniu straży. Dokonano wówczas istotnych zmian personalnych. Na miejsce starszych, zasłużonych członków powołano młodszych, w pełni sił i w dobrej kondycji, wybrano także nowy zarząd.
Odbijają się w Kronice również wydarzenia polityczne, sprawy dotyczące rocznic i świąt narodowych. Na uwagę zasługuje jednak przede wszystkim uchwała podjęta 25 listopada 1934 roku w sprawie budowy nowej remizy. Subwencje na ten cel miały pochodzić w głównej mierze z kasy Wojewódzkiego Związku Straży Pożarnych.
Pierwsze rocznicowe obchody miały miejsce w roku 1926, następne dziesięć lat później. W obszernym sprawozdaniu z jubileuszu w roku 1936 przedstawiono osiągnięcia i zasługi strażaków. Wynikała stąd taka oto zasadnicza kwestia: straż ogniowa zawsze była stowarzyszeniem wyższej użyteczności publicznej i zawsze przenikał ją duch prawdziwej religijności. Między innymi przyczyniła się do powstania Czytelni Towarzystwa Szkół Ludowych, zbudowała dwa zbiorniki wodne (w tym jeden został zarybiony), brała udział we wszystkich uroczystościach parafialnych, a także obchodach patriotycznych m.in. 11 Listopada, 3 Maja, przekazała datek na rzecz sypania kopca marszałka Piłsudskiego. W życiu społecznym odgrywała więc bardzo pozytywną i ważną rolę.
Z tego szczegółowego sprawozdania warto jeszcze wyjąć informację o stanie posiadania straży na trzy lata przed wybuchem następnej wojny światowej. Majątek przedstawiał się następująco: nowa, murowana remiza, dwie sikawki ręczne, cztery sikawki kołowe, drabina Szczerbowskiego, trzynaście instrumentów muzycznych, jedna sikawka motorowa, siedemdziesiąt metrów węża, trzy bosaki oraz pełne umundurowanie.
Piękną odezwą do druhów strażaków kończy sprawozdawca swój tekst: „Druhowie! Służba Wasza wynika z zasadnego przykazania miłości Boga i bliźniego. Bądźcie zawsze wzorem obywatela-katolika, stosujcie w codziennym życiu wszystkie Boskie i kościelne przykazania”.
Ostatnim zapisem w Kronice jest protokół z 26 grudnia 1938 roku. Przedmiotem spotkania była debata na temat zakupu motopompy. Wśród różnych głosów padła propozycja, by pożyczyć pewną kwotę z Kasy Stefczyka. Czy ktoś z obecnych przewidywał dalszy, tak tragiczny i poplątany bieg wydarzeń? Najpierw wybuch II wojny światowej i straszna, okupacyjna noc, potem zmiany ustrojowe, indoktrynacja, sowietyzacja. Tamta, przedwojenna Polska przestała istnieć, rola Kościoła w kierowaniu życiem publicznym została poważnie zredukowana przez ówczesną władzę. W miejsce dawnych ustanowiono nowe święta narodowe na przykład 22 lipca. Trzeba jednak w tym miejscu pokreślić rzecz godną szczególnej uwagi, otóż nowa kronika, jaką jest Księga Honorowa Ochotniczej Straży Pożarnej w Krzęcinie, nie odnotowuje żadnych politycznych ekscesów. Życie toczy się zgodnie z kulturą i tradycją kultywowaną w rodzinnych domach. OSP uczestniczy w świętach kościelnych, w uroczystościach parafialnych, trzyma wartę przy Grobie Chrystusa, święci się nowy sprzęt strażacki... – bo jakże by mogło być inaczej?
Opracował:
KRONIKARZ
Zenon Michalski
KRONIKARZ
Zenon Michalski